niedziela, 12 maja 2013

4.


Następnego dnia nawet nie miałam zamiaru zajść po drodze po Laurę. Chciałam, żeby poczuła jak bardzo źle się poczułam z tym co zrobiła po raz drugi, a także, żeby  zrozumiała, że mnie nie ma sensu okłamywać. Ciągnęłam się wzdłuż drogi, spoglądając tylko czy nigdzie nie spotkam Laury w objęciach jej Olivera. Na moje szczęście doszłam do szkoły bez większych komplikacji. Dochodząc pod klasę razem z dzwonkiem zauważyłam siedząca Laurę z głową schowaną między kolanami. Chociaż byłam na nią wściekła nie mogłam przejść obojętnie. Po prostu nie umiałam, za dużo dla mnie znaczyła. Podeszłam i zapytałam ją czule :

-Cześć kochana, co z Tobą, wszystko okej.? – zauważyłam tylko jak podnosi głowę i pokazuje swoje dotąd śliczne, teraz zapłakane oczy. Zebrała się w sobie, wytarła oczy, pociągnęła kilka razy nosem i zachrypniętym głosem powiedziała :

 -Zranił mnie, tak bardzo mnie zranił..- zakuło mnie coś w sercu i bałam się, że za chwilę będę miała ochotę kogoś uderzyć.

Złapałam ją za brodę aby zmusić ją do kontaktu wzrokowego. Ona nie śmiale poddała się moim gestom. Popatrzyła na mnie, a ja w jej oczach widziałam ból i smutek, w końcu nie znałam jej od wczoraj. Zrobiło mi się jej tak cholernie żal, cała złość i to, czym do niej pałałam jeszcze chwilę temu, odeszło gdzieś daleko. Wytarłam jej łzy, a ona w cichym szepcie wypowiedzianym w moja stronę poprosiła o rozmowę po lekcji. Zgodziłam się, chociaż mimo to, całe 45 minut zachodziłam w głowę co się stało mojej przyjaciółce, i co za gnojek doprowadził ją do takiego stanu. Kiedy usłyszałam dzwonek, wybiegłam z klasy łapiąc Laurę za ramię. Ta niezdarnie się skrzywiła mówiąc :

 -Gabi, dziękuję Ci, że jesteś...- szlochała ciągnąc cicho dalej – wiem, że zawiodłam już drugi raz, tak samo jak wiem, że Cię zraniłam. Zdaję sobie sprawę z moich błędów zbyt późno, a Ty jedna, jedyna trwasz ze mną mimo wszystko. – tutaj się rozpłakała i przytuliła do mnie. Objęłam ja, bo wiedziałam, że coś na znak mojego przebaczenia na pewno ją uspokoi. Kiedy wreszcie przestała płakać, spojrzała na mnie mówiąc :

 -O-o-oliver – pogłaskałam ją po policzku i wytarłam płynącą łzę, chcąc żeby wydusiła z siebie to, co ją tak bolało.- on, powiedział, że spotykał się ze mną tylko dlatego, bo założył się z kolegami. Powiedział, że byłam warta ten ‘czteropak’ i nic więcej, że ma dziewczynę, a ja byłam tylko dla zabawy.- w tym momencie jej oczy zaszły łzami, a ja miałam ochotę go zatłuc własnymi rękami. Jak on mógł zrobić cos takiego, i to mojej przyjaciółce?!

Szczerze mówiąc, to ja jej zazdrościłam i to bardzo, w końcu taki przystojny chłopak rzadko się zdarza w naszym mieście, z nim dorastałyśmy, widziałyśmy jak się zmienia, jak wyrasta na coś, czym właśnie się stał. Wiedziałam, że to na naszej rozmowie się nie skończy, musiałam porozmawiać z Oliverem chociaż mimo  tego, że tak bardzo się go wstydziłam.

Po skończonych lekcjach miałam odprowadzić Laurę pod sam dom. Na całe szczęście między nami było okej, rozmawiałam z nią jak gdyby nigdy nic. W duchu dziękowałam Oliverowi za to co zrobił, bo dzięki temu pogodziłyśmy się a jednocześnie,  dał mi nadzieję, że Laura sobie go odpuści. Z moich przemyśleń wyrwał mnie roztrzęsiony głos mojej przyjaciółki :

- Gabi, zrób coś ! Zobacz kto idzie… – ledwo z siebie wydusiła, a ja wolno podążyłam  głową za trzęsącą się dłonią Laury. Przed nami powoli ukazywały się dwie dobrze znane nam sylwetki. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to byli oni, a jednak ! Ku naszemu zdziwieniu dotąd wrogowie, teraz jak przyjaciele szli razem Oliver i Bartek. Tak właśnie, Oliver i Bartek ! Kurczowo złapałam Laurę za ramię, chyba z nerwów zrobiłam to za mocno, bo przyjaciółka aż pisnęła. Kiedy to ja nie zdążyłam jeszcze zareagować Laura pociągnęła mnie na drugą stronę ulicy mówiąc :

- O nie, po moim trupie, spotkam się z nimi twarzą w twarz ! Nienawidzę go tak bardzo, że aż mi się rzygać chce jak na niego patrzę. Ale wiesz, w gruncie rzeczy mimo tej nienawiści nadal jest zabójczo przystojny.- w tym samym czasie parsknęłyśmy śmiechem, i szturchnęłyśmy się znacząco, cieszyłam się , że mojej Laurze wrócił humor. Minęłyśmy chłopaków i równo odetchnęłyśmy z ulgą. Poczułam się winna Laurze szczerość, kiedy to przypomniało mi się wczorajsze popołudnie i wizyta Bartka u mnie w domu. Powoli i nie śmiało zaczęłam ciągnąć:

- Laura, ja chyba muszę Ci coś powiedzieć. Boooo, tak wiesz w tej złości to nie było kiedy, żebym przekazała Ci najnowsze informacje..- zatrzymałam się na chwilę badając reakcję przyjaciółki na moje słowa.

 - Oj, mów już i nie baw się w podchody, nie wytrzymam długo tego napięcia ! -  Laura nie wytrzymała i krzyknęła na pół drogi, a ja aż wzdrygnęłam i niepewnie zaczęłam ciągnąc dalej zaczęty temat..

 - Bo u mnie wczoraj…no był ktoś.. tzn. tak dokładniej to.. Bartek ! –wy powiedziałam to imię jakby groziła za nie kara śmierci. Mina Laury była zaskakująco dziwna, nie wiedziałam co ona o tym wszystkim myśli, ale kiedy to już ‘przetrawiła’ zrobiła wielkie oczy i krzyknęła :

 - Kto ?! O kim Ty mówisz, Bartek ?! Ten to ty teraz, właśnie, przed chwilą szedł ?! Nie rób ze mnie idiotki, przecież ten gnojek nie miał czego u Ciebie szukać ?! Nie no, bo po prostu trzymaj mnie bo padnę ! – Laura zasypała mnie milionem podobnych pytań, a kiedy ochłonęła, porozumiewawczym spojrzeniem poprosiła o odpowiedź. Właśnie otwierałam usta, gdy do naszych uszu dobiegł cwaniacki głos Olivera :

 - A ty mała co tam tak się złościsz? Nie wiesz, że złość piękności szkodzi? – Laura stanęła jak wryta, jej twarz nabrała purpurowego koloru, a ze złości nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie minęła chwila kiedy wróciła to rzeczywistości i zaczęła prawic swojej miłości komplementy.

 - Ja ci kurwa dam małą! Jakim ty cholernym prawem śmiesz się jeszcze do mnie odzywać?! Masz pojęcie jak mnie skrzywdziłeś? – w jej oczach nadal kipiała złość ale powoli ustępowała miejsce łzom.

 - Przestań kochanie, przyszedłem Cię przeprosić, proszę porozmawiajmy…

Laura chwilę się zawahała, ale ja w duchu błagałam Boga, żeby jednak nie uległa jego urokowi, tak bardzo bałam się zostać sam na sam, z nic nie odzywającym się do tej pory Bartkiem. Niestety do mich uszu dotarł szept poddającej się Laury :

 - Gabi, przepraszam, poczekaj momencik, ja tylko przemówię do rozsądku temu skończonemu idiocie na osobności ! – w tym momencie z łaską i politowaniem pociągnęła go za rękaw w przeciwną stronę, chociaż widziałam w jej oczach błaganie o wytłumaczenie, logiczne i szczere wytłumaczenie ze strony Olivera. Na całe nieszczęście zostałam sama z Bartkiem, udawałam, że się na niego nie patrzę ale jednak widziałam jego przeszywające spojrzenie na moim ciele.

Nie mogłam dłużej znieść tego napięcia między nami więc zapytałam cicho :

 - Możesz mi wytłumaczyć co chciałeś osiągnąć wczorajszą wizytą u mnie.?- miałam nadzieję, że jednak nie usłyszał, oczywiście było zupełnie odwrotnie, jak zawsze w takich sytuacjach.

 - Chciałem zobaczyć Ciebie, może i jestem dupkiem w Twoich oczach, ale ja mam uczucia i tęsknie, choć może już na to za późno.. – w tym momencie zamilkł i posmutniał, jego pewność siebie gdzieś zniknęła. Jego słowa przebiegły mnie od czubka głowy, po palce u stóp. Poczułam jak dotąd moje ciężko wypracowane opanowanie po rozstaniu z nim sypie się z każdą sekundą, traciłam grunt pod nogami. Z tego wszystkiego wyrwał mnie donośny głos mojej przyjaciółki, która krzyczała :

 -Zostaw mnie, rozumiesz ?! Nie chcę Cię znać, jesteś dla mnie nikim ! – wrzeszczała. Bez namysłu zostawiłam Bartka i podbiegłam do nich. Widziałam w jej oczach łzy i ten cholerny ból zadany przez tego dupka.

 - Ktoś tu Cię zapraszał ?- wycedził przez zęby. Od razu miałam ochotę przywalić mu w twarz ale się powstrzymałam.

-  Nie słyszysz co ona do Ciebie mówi ? – szorstko powiedziałam a on nic sobie z tego nie robił. Złapał ją tylko mocniej, przybliżył do siebie, a kiedy ona nadal mu się wyrywała a on chciał ją mimo to pocałować nie wytrzymałam i strzeliłam mu w ryj. Czułam się dobrze, spełniłam swoją obietnicę. Obserwowałam już dalszy ciąg wydarzeń z boku po słowach Laury do Olivera :

 - Boli Cię? Ona nie chciała, tylko nie wytrzymała, a ma słabsze nerwy niż ja, z resztą nie czuje tego wszystkiego do Ciebie co ja…- w oczach Laury pojawiła się troska, zamarłam z wrażenia, wiedziałam ze ona podkochuje się w nim od dawna ale nie zdawałam sobie sprawy, ze podchodzi do tego, aż tak poważnie. Oliver poddał się i odpowiedział na szokujące słowa Laury :

 - Słuchaj kochanie, to wszystko co powiedziałem to nie do końca prawda. – w tym momencie Laurze zaświeciły się oczy.- na początku fakt, to był zakład ale potem kiedy zacząłem się w Tobie zakochiwać musiałem odpuścić. Wiedziałem,  że jak dowiesz się o zakładzie to na pewno dasz sobie ze mną spokój więc powiedziałem chłopakom, że wygrałem i gra skończona. Nocami nie mogłem sobie wybaczyć tego cholernego zakładu. To co potem Ci powiedziałem było totalną bujda. Mówiąc to, może i się śmiałem, ale były to najgorsze słowa jakie w życiu do kogokolwiek mówiłem. Widząc Twój ból w oczach miałem ochotę się wycofać ale wiedziałem, że musze ponieść karę za szczeniackie zachowanie. Nie jesteś, nie byłaś i nigdy nie będziesz, żadną pieprzona zabawką, jesteś wspaniała i wyjątkowa. Zdałem sobie sprawę , że ja, taki kompletny idiota  nie zasługuję na tak wspaniałą dziewczynę… - tutaj załamał mu się głos, nie miał siły dalej mówić.

Spojrzał na nią.. stała cała sparaliżowana, ze łzami w oczach, widział jaki ból sprawił po raz kolejny tej dziewczynie. Nie mógł na to patrzeć, wiedział, że musi cos zrobić, bo zaraz zwariuje. Przysunął się do niej małymi kroczkami, objął jej twarz w swoje dłonie, zsunął z twarzy pokręcone blond kosmyki i przybliżył swoją twarz do niej. Dzieliły ich niewielkie odległości, tak że każdy z nich mógł delektować się swoim zapachem i oddechem wyczuwalnym na skórze, był dla niej taki delikatny wpatrywał się w nią z cała czułością jaką miał w sobie..

Do tej pory cała zesztywniała Laura, stała się spokojniejsza a jej ciało się rozluźniło. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka, który ją zranił, ale można było zauważyć, że już dawno mu wybaczyła. Stali tak jeszcze chwilę nie patrząc na otaczający ich świat. A kiedy ich usta się złączyły, poczuli się niezwykle. Ten pocałunek był niezwykły nie taki sam jak do tej pory, inny, szczery, tak cholernie namiętny. Wróciłam do Bartka nie chcąc im przeszkadzać chociaż i tak wiedziałam, że nie robią sobie nic z mojej obecności. Zebrało się we mnie tyle odwagi i cała reszta innych emocji, ze postanowiłam zakończyć sprawę z Bartkiem raz na zawsze.

- Może pójdziemy do mnie, niech oni nacieszą się sobą. Pogadamy na spokojnie, i dokończymy ostatnią rozmowę. – wywaliłam jak głupia  nawet nie wiem kiedy. On zaskoczony a zarazem uśmiechnięty tylko spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami i skinął znacząco głową.

Weszliśmy do mnie, wpuściłam go pierwszego, i poprosiłam żeby zdjął buty. Ja w tym czasie odwróciłam się w stronę drzwi aby je zamknąć. Szybko pożałowałam swojej decyzji zaproszenia Bartka do domu, kiedy poczułam dotyk jego rąk na moich biodrach, oddech na mojej szyi, i ciepło jego ciała na moim. Stanęłam jak wryta, tkwiąc nadal twarzą przy drzwiach. Bałam się odwrócić, bałam się spojrzeć na niego i znów poczuć coś, zobaczyć coś w jego zajebiście brązowych oczach.

Stałam tak chwilę a on nie puszczał, dziwnym trafem ja się nie wyrywałam tylko delektowałam się tym, czując na ciele dreszcze ,szalejący w moim brzuchu żołądek i serce które miałam w gardle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz