Następnego
dnia nawet nie miałam zamiaru zajść po drodze po Laurę. Chciałam, żeby poczuła
jak bardzo źle się poczułam z tym co zrobiła po raz drugi, a także, żeby zrozumiała, że mnie nie ma sensu okłamywać.
Ciągnęłam się wzdłuż drogi, spoglądając tylko czy nigdzie nie spotkam Laury w
objęciach jej Olivera. Na moje szczęście doszłam do szkoły bez większych
komplikacji. Dochodząc pod klasę razem z dzwonkiem zauważyłam siedząca Laurę z
głową schowaną między kolanami. Chociaż byłam na nią wściekła nie mogłam
przejść obojętnie. Po prostu nie umiałam, za dużo dla mnie znaczyła. Podeszłam
i zapytałam ją czule :
-Cześć
kochana, co z Tobą, wszystko okej.? – zauważyłam tylko jak podnosi głowę i
pokazuje swoje dotąd śliczne, teraz zapłakane oczy. Zebrała się w sobie,
wytarła oczy, pociągnęła kilka razy nosem i zachrypniętym głosem powiedziała :
Złapałam
ją za brodę aby zmusić ją do kontaktu wzrokowego. Ona nie śmiale poddała się
moim gestom. Popatrzyła na mnie, a ja w jej oczach widziałam ból i smutek, w
końcu nie znałam jej od wczoraj. Zrobiło mi się jej tak cholernie żal, cała
złość i to, czym do niej pałałam jeszcze chwilę temu, odeszło gdzieś daleko.
Wytarłam jej łzy, a ona w cichym szepcie wypowiedzianym w moja stronę poprosiła
o rozmowę po lekcji. Zgodziłam się, chociaż mimo to, całe 45 minut zachodziłam
w głowę co się stało mojej przyjaciółce, i co za gnojek doprowadził ją do
takiego stanu. Kiedy usłyszałam dzwonek, wybiegłam z klasy łapiąc Laurę za
ramię. Ta niezdarnie się skrzywiła mówiąc :
Szczerze
mówiąc, to ja jej zazdrościłam i to bardzo, w końcu taki przystojny chłopak
rzadko się zdarza w naszym mieście, z nim dorastałyśmy, widziałyśmy jak się
zmienia, jak wyrasta na coś, czym właśnie się stał. Wiedziałam, że to na naszej
rozmowie się nie skończy, musiałam porozmawiać z Oliverem chociaż mimo tego, że tak bardzo się go wstydziłam.
Po skończonych lekcjach miałam odprowadzić Laurę pod sam dom. Na całe szczęście między nami było okej, rozmawiałam z nią jak gdyby nigdy nic. W duchu dziękowałam Oliverowi za to co zrobił, bo dzięki temu pogodziłyśmy się a jednocześnie, dał mi nadzieję, że Laura sobie go odpuści. Z moich przemyśleń wyrwał mnie roztrzęsiony głos mojej przyjaciółki :
-
Gabi, zrób coś ! Zobacz kto idzie… – ledwo z siebie wydusiła, a ja wolno
podążyłam głową za trzęsącą się dłonią
Laury. Przed nami powoli ukazywały się dwie dobrze znane nam sylwetki. Nie
dopuszczałam do siebie myśli, że to byli oni, a jednak ! Ku naszemu zdziwieniu
dotąd wrogowie, teraz jak przyjaciele szli razem Oliver i Bartek. Tak właśnie,
Oliver i Bartek ! Kurczowo złapałam Laurę za ramię, chyba z nerwów zrobiłam to
za mocno, bo przyjaciółka aż pisnęła. Kiedy to ja nie zdążyłam jeszcze
zareagować Laura pociągnęła mnie na drugą stronę ulicy mówiąc :
-
O nie, po moim trupie, spotkam się z nimi twarzą w twarz ! Nienawidzę go tak
bardzo, że aż mi się rzygać chce jak na niego patrzę. Ale wiesz, w gruncie
rzeczy mimo tej nienawiści nadal jest zabójczo przystojny.- w tym samym czasie
parsknęłyśmy śmiechem, i szturchnęłyśmy się znacząco, cieszyłam się , że mojej
Laurze wrócił humor. Minęłyśmy chłopaków i równo odetchnęłyśmy z ulgą. Poczułam
się winna Laurze szczerość, kiedy to przypomniało mi się wczorajsze popołudnie
i wizyta Bartka u mnie w domu. Powoli i nie śmiało zaczęłam ciągnąć:
-
Laura, ja chyba muszę Ci coś powiedzieć. Boooo, tak wiesz w tej złości to nie
było kiedy, żebym przekazała Ci najnowsze informacje..- zatrzymałam się na
chwilę badając reakcję przyjaciółki na moje słowa.
Laura
chwilę się zawahała, ale ja w duchu błagałam Boga, żeby jednak nie uległa jego
urokowi, tak bardzo bałam się zostać sam na sam, z nic nie odzywającym się do
tej pory Bartkiem. Niestety do mich uszu dotarł szept poddającej się Laury :
Nie
mogłam dłużej znieść tego napięcia między nami więc zapytałam cicho :
- Nie słyszysz co ona do Ciebie mówi ? –
szorstko powiedziałam a on nic sobie z tego nie robił. Złapał ją tylko mocniej,
przybliżył do siebie, a kiedy ona nadal mu się wyrywała a on chciał ją mimo to
pocałować nie wytrzymałam i strzeliłam mu w ryj. Czułam się dobrze, spełniłam
swoją obietnicę. Obserwowałam już dalszy ciąg wydarzeń z boku po słowach Laury
do Olivera :
Spojrzał
na nią.. stała cała sparaliżowana, ze łzami w oczach, widział jaki ból sprawił
po raz kolejny tej dziewczynie. Nie mógł na to patrzeć, wiedział, że musi cos
zrobić, bo zaraz zwariuje. Przysunął się do niej małymi kroczkami, objął jej
twarz w swoje dłonie, zsunął z twarzy pokręcone blond kosmyki i przybliżył
swoją twarz do niej. Dzieliły ich niewielkie odległości, tak że każdy z nich
mógł delektować się swoim zapachem i oddechem wyczuwalnym na skórze, był dla
niej taki delikatny wpatrywał się w nią z cała czułością jaką miał w sobie..
Do
tej pory cała zesztywniała Laura, stała się spokojniejsza a jej ciało się
rozluźniło. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka, który ją zranił, ale można było
zauważyć, że już dawno mu wybaczyła. Stali tak jeszcze chwilę nie patrząc na
otaczający ich świat. A kiedy ich usta się złączyły, poczuli się niezwykle. Ten
pocałunek był niezwykły nie taki sam jak do tej pory, inny, szczery, tak
cholernie namiętny. Wróciłam do Bartka nie chcąc im przeszkadzać chociaż i tak
wiedziałam, że nie robią sobie nic z mojej obecności. Zebrało się we mnie tyle
odwagi i cała reszta innych emocji, ze postanowiłam zakończyć sprawę z Bartkiem
raz na zawsze.
-
Może pójdziemy do mnie, niech oni nacieszą się sobą. Pogadamy na spokojnie, i
dokończymy ostatnią rozmowę. – wywaliłam jak głupia nawet nie wiem kiedy. On zaskoczony a zarazem
uśmiechnięty tylko spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami i skinął znacząco
głową.
Weszliśmy
do mnie, wpuściłam go pierwszego, i poprosiłam żeby zdjął buty. Ja w tym czasie
odwróciłam się w stronę drzwi aby je zamknąć. Szybko pożałowałam swojej decyzji
zaproszenia Bartka do domu, kiedy poczułam dotyk jego rąk na moich biodrach,
oddech na mojej szyi, i ciepło jego ciała na moim. Stanęłam jak wryta, tkwiąc
nadal twarzą przy drzwiach. Bałam się odwrócić, bałam się spojrzeć na niego i
znów poczuć coś, zobaczyć coś w jego zajebiście brązowych oczach.
Stałam
tak chwilę a on nie puszczał, dziwnym trafem ja się nie wyrywałam tylko
delektowałam się tym, czując na ciele dreszcze ,szalejący w moim brzuchu
żołądek i serce które miałam w gardle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz