niedziela, 2 czerwca 2013

5.


Odliczałam w głowie czas ile to mogło trwać. Z jednej strony tak bardzo go nienawidziłam, że  miałam ochotę sprzedać mu sztukę w twarz. Z kolei z drugiej strony tak bardzo pragnęłam jego dotyku na moim ciele po tak długiej przerwie od naszego rozstania, że nie mogłam się oprzeć chwili. Najgorsze było to, że w pewnym momencie poczułam jak Bartek trzymając mocno moje biodra próbuje odwrócić mnie twarzą w jego stronę. Na początku się opierałam ale potem ustąpiłam. Widziałam z jaką dokładnością ogląda mój każdy kawałek twarzy. Zauważyłam też cierpienie i ból w jego oczach, do tego stopnia się tym przejęłam, że podświadomie na moich ustach pojawił się uśmiech. Sama sobie się dziwiłam. Staliśmy tak w milczeniu wpatrzeni w sobie, a w naszych głowach leciał film połączony z naszych wspomnień, ja to po prostu wiedziałam. Zauważyłam, że Bartek powoli się przybliża i zmniejsza granicę miedzy nami. Tak bardzo chciałam poczuć to co kiedyś, przypomnieć sobie choć odrobinę ale to przecież nie może tak wyglądać, w końcu nie jesteśmy razem więc na ciula ten cały cyrk. Kiedy to wreszcie oprzytomniałam, a rozum wygrał z sercem zdenerwowana zabrałam jego ręce z moich bioder krzycząc :

- Bartek, co my w ogóle robimy?! To nie miało się prawa stać, przecież ja Cię nie kocham i Ty dobrze o tym wiesz, więc nie patrz na mnie takim wzrokiem.- zawahałam się czy kontynuować swój monolog dalej, ponieważ widziałam jak bolą go moje słowa, nie bez powodu zaciskał szczękę. Jednak nie odezwał się ani słowem tylko przeniósł swoje ręce na moje ramiona. Wpatrywał się we mnie dalej, tak głęboko , że czułam jak jego wzrok przenika mnie dogłębnie. Po chwili trochę złagodniałam i już spokojniej odezwałam się do niego :

 - Idź do mojego pokoju, ja przyniosę coś do picia i pogadamy.- porozumiewawczo kiwnął głową i puścił moje ramiona. Poszłam w stronę kuchni, a on został w moim pokoju. Nalewając do szklanek soku widziałam moje trzęsące się ręce, byłam przerażona.

Z miłą chęcią uciekłabym z domu ale niechętnie wróciłam do pokoju otwierając drzwi kopnięciem. Postawiałam szklanki na stole i usiadłam obok niego. Siedział z głową wspartą na rękach, nie podniósł jej nawet kiedy weszłam. Ta sprawa za długo nie dawała nam spokoju, więc postanowiłam wziąć sprawy choć odrobinę w swoje ręce. Powili siadłam wygodnie obok niego na kanapie i delikatnie zabrałam jego ręce, a głowę skierowałam w moją stronę. To co zobaczyłam nie pozwoliło mi nawet wziąć oddechu, dostałam jakiejś blokady. Wszystko szło nie tak, zamiast widzieć radość z tego, że się ode mnie uwolnił w jego oczach widniały łzy. Kiedy tak czule na mnie spojrzał, nie wytrzymał i pozwolił dać upust emocjom. Łzy, jedna po drugiej spływały po jego opalonej twarzy, a we mnie coraz bardziej pękało serce. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, jedyne co mogłam zrobić to delikatnie wytrzeć jego łzy, których nigdy dotąd nie widziałam.

 - Dobra starczy tego cyrku! – rzucił nie wiadomo skąd i kiedy Bartek. – nie będę się nad sobą rozczulał, bo w końcu nigdy nie porozmawiamy jak ludzie. Musimy stawić czoło tym wszystkim słowom jakie teraz prawdopodobnie padną, bez wyjątków. – ciągnął dalej zachrypniętym głosem.- przecież nie możemy uciekać przed poważną rozmową tyle czasu. Ja wiem, że w tym momencie nie mam prawa o nic Cię prosić, ale błagam skoro jesteśmy już taki blisko i mamy możliwość wytłumaczenia sobie przeszłości zróbmy to jak poważni ludzie !- pod koniec zdania zaczął się denerwować i podniósł głos, mimo tego , że wiedział jak na to reaguję. Wziął kilka wdechów, usiadł naprzeciwko mnie i zaczął delikatnym głosem mówić :

 - Posłuchaj mnie kochanie…

- Ja Ci dam kurwa kochanie ! – wtrąciłam się nawet nie wiem kiedy i dlaczego. Zrobiło mi się głupio więc zamknęłam się i pozwoliłam mu kontynuować. Dopiero pod koniec naszej rozmowy zdałam sobie sprawę czemu tak naprawdę to zrobiłam.

 - Shhhhh… - pogładził mnie po policzku, kiedy zobaczył ze jestem tak cholernie zdenerwowana, wiedział, że to mnie choć minimalnie uspokoi. Po tym zostawił rękę na mojej twarzy mówiąc dalej. - Byłaś, jesteś i będziesz moim kochaniem, skarbem i najukochańszą dziewczyną na świecie. Mimo tego, że dałaś już mi 2 szanse, oby dwie spieprzyłem. Podziwiam Cię za to, że potrafisz siedzieć tu i nie patrzeć na mnie z obrzydzeniem. To co zrobiłem tyle razy było okropne, ale spróbuj uwierzyć mi w moje najszczersze, w życiu słowa.
On w tym momencie się zawahał, a ja z przerażeniem w oczach nabrałam jak najwięcej powietrza w płuca. Błagałam w głębi duszy aby nie usłyszeć z jego ust słów, których tak bardzo nienawidziłam. A jedna, w moich uszach zadudniło :

 - Kocham Cię najbardziej na świecie i znaczysz dla mnie więcej niż wszystko. Teraz nie ważne jest to co było tylko, to co jest. Proszę Cię spójrz na mnie jeszcze raz i powiedz, że czujesz jeszcze to samo oraz, że możesz dać mi szansę, żeby to wszystko udowodnić.- zagrzmiało mi w uszach jeszcze raz a przed oczyma zrobiło mi się ciemno. Wylądowałam myślami na jakiejś innej planecie i nie chciałam stamtąd wracać. Bałam się otworzyć moje dotychczas zamknięte ze strachu oczy.

Kiedy wreszcie zebrałam się w sobie otworzyłam je, powoli dochodząc do siebie, ale Bartek nie mógł liczyć nawet na jedno słowo z mojej strony. Zamurowało mnie do tego stopnia, że każde kolejno wypowiadane słowo z jego ust nie docierało do mnie, a nawet jeśli już, to w jakimś cholernie niezrozumiałym języku. Najgorsze jest to, że nie zdawałam sobie sprawy, że on mógłby odważyć się na coś takiego, na coś co nie było wcale w jego stylu. Wyznał mi wszystko, wszystko to, czego bo naszym rozstaniu nie chciałam ponownie słyszeć. Z pozoru wewnątrz silna ja, posypałam się od wewnątrz po kilku słowach, swojej dawnej miłości. Trwając tak w tej ciszy w środku coś mnie ukuło, i zapytało: ‘A może to jednak on’?. Szybko potrząsnęłam głową chcąc pozbyć się tej myśli jak najszybciej, na co Bartek tylko się uśmiechnął i zapytał :

- Wszystko w porządku? Wiesz, trochę nieciekawie wyglądasz, a no i to potrząsanie głową na dodatek… – tutaj znów się uśmiechnął, za to mi z kolei wcale nie było do śmiechu. Nawet nie wiem kiedy, dostał ode mnie w ramię. Wkurzył mnie, nie widział co się ze mną dzieję, i jak zabolało mnie to co on powiedział. Cholera, śmieszne nie ? Zabolało mnie słowo ‘kocham Cię’ , wypowiedziane z ust człowieka, którego kochałam. Odpowiedz jest prosta, zabolało ponieważ zostało wypowiedziane za późno.. Emocje wzbierały coraz bardziej we mnie. Wreszcie nie wytrzymałam, wstałam i zaczęłam krzyczeć,  na całe szczęście byliśmy sami w domu.

 - Czy Ty w ogóle wiesz co teraz robisz.? Rozwalasz wszystko to, co sobie w życiu ułożyłam będąc bez Ciebie. Wszystko to nad czym pracowałam tyle czasu, wiedząc, że jestem dla Ciebie nikim. Nie zdajesz sobie sprawy co Ty do cholery robisz.? Myślisz, że co , rzucę Ci się teraz w ramiona i będzie tak jak dawniej.? Ooo, nie ! Niedoczekanie Twoje !

- Ale ja..- wtrącił cicho, na co ja zareagowałam jeszcze większym krzykiem.

- Skończ wreszcie myśleć o sobie, i spójrz na mnie, posłuchaj wreszcie co ja mam do powiedzenia! Mam dość wtrącania Twojej osoby gdziekolwiek się da. – dałam upust swoim emocjom, a kiedy zobaczyłam, że przez to poprawia mi się humor, kontynuowałam swój głośny monolog.

-Wiesz, szczerze mówiąc, to z tych słów cieszyła bym bardziej, kiedy wypowiedział byś je, jak Cię o to prosiłam. Kiedy praktycznie błagałam całą sobą, o jakiś znak, że będąc z Tobą,  jednak coś dla Ciebie znaczę. Teraz, to Ty możesz wsadzić je sobie w dupę !- wycedziłam przez zęby, ale mimo to zorientowałam się, że chyba jednak przegięłam więc  musiałam szybko sprostować swoje słowa.

- To nie miało być tak… Wiem ile kosztowało Cię przyjście tutaj i ta cała reszta, przyznanie się do błędu i powiedzenie co tak naprawdę czujesz i na swój sposób bardzo Ci za to dziękuję, ale zrozum też mnie, i moje uczucia w tym wszystkim.

Chciałam coś jeszcze dopowiedzieć, więc nabrałam powietrza w płuca, jednak coś  kazało mi usiąść na tyłku i skończyć wyżywać się na nim. Zamknęłam się wreszcie, ale mimo to, że miałam mu jeszcze dużo do wygarnięcia, postanowiłam jak na razie zachować to dla siebie.

Bartek z jednej strony załamany, z drugiej wkurzony bardziej niż ja rzucił tylko na odchodne, żebym nie bawiła się jego uczuciami i, żebym odezwała się  jak będę wiedzieć czy jednak potrafiła bym mu zaufać i odbudować to na nowo. Zaskoczył mnie, no bo kurwa, dotąd buzia mu się nie zamykała, co chwila paplał byle co, i ranił mnie co drugim słowem tylko przez to, że nie myślał co mówi. A teraz? – teraz tylko, rzucił  żebym go nie raniła i nie bawiła się nim, no ja pierdziele, czy on w ogóle wiedział co mówi? Powstrzymałam się tylko przed kolejnym wybuchem emocji, i z miłym, udawanym uśmiechem odprowadziłam go do drzwi. Na pożegnanie, chciał mnie przytulić, ale pałałam do niego taka złością, że nie dałam mu się nawet dotknąć. Zdziwiony powiedział tylko na pożegnanie :

 - Pamiętaj, że szybko o Tobie nie zapomnę, i mimo wszystko już tęsknie, pa.

 -Tak, rozumiem. Kiedyś znowu się odezwę, cześć.

Nie chciałam za cholerę takiego pożegnania, ale nie pozwoliłam sobie na nic lepszego. Popatrzyłam jeszcze przez okno jak powoli odchodzi, czekałam aż jego postać zniknie za rogiem żeby w końcu odetchnąć i przemyśleć na spokojnie ostatnie kilka godzin. Poszłam do kuchni po kubek z kawą, po czym weszłam do łóżka przykrywając nogi. Było  mi tak zimno pomimo upału na dworze. Włożyłam słuchawki w uszy i odpłynęłam popijając gorącą kawę. Szybko układając sobie wydarzenia z dzisiejszego dnia przypomniałam sobie o dotąd nie wspominanej Laurze, olśniło mnie i szybko sięgnęłam po telefon żeby napisać sms’a. Treść może nie była najlepszej jakości ale ważne, że dałam radę coś złożyć. ‘Laura, pisz szybko co i jak z Oliverem, bo mnie ciekawość zjada.’ Można powiedzieć, że zadowolona wróciłam do swojego zajęcia, kiedy to dostałam sms’a. Myśląc, że od Laury szybko sięgnęłam ponownie po telefon aby przeczytać relacje mojej przyjaciółki. Musiałam mieć ciekawą minę, ponieważ w miejscu nadawcy wiadomości zamiast imienia mojej przyjaciółki widniał napis ‘ numer nieznany’. Pomyślałam, że moi znajomi robią sobie ze mnie jaja czy coś, więc niechętnie nacisnęłam OTWÓRZ. Treść wiadomości również była zaskakująca : ‘’Cześć, nic nie boli, wszystko okej z Toba? ’’ Nie chciałam nawet myśleć od kogo to, ani kto sobie robi jaja czy pomylił numer. Z powodu braku humoru olałam sms’a i powróciłam do swojej ulubionej piosenki.

niedziela, 12 maja 2013

4.


Następnego dnia nawet nie miałam zamiaru zajść po drodze po Laurę. Chciałam, żeby poczuła jak bardzo źle się poczułam z tym co zrobiła po raz drugi, a także, żeby  zrozumiała, że mnie nie ma sensu okłamywać. Ciągnęłam się wzdłuż drogi, spoglądając tylko czy nigdzie nie spotkam Laury w objęciach jej Olivera. Na moje szczęście doszłam do szkoły bez większych komplikacji. Dochodząc pod klasę razem z dzwonkiem zauważyłam siedząca Laurę z głową schowaną między kolanami. Chociaż byłam na nią wściekła nie mogłam przejść obojętnie. Po prostu nie umiałam, za dużo dla mnie znaczyła. Podeszłam i zapytałam ją czule :

-Cześć kochana, co z Tobą, wszystko okej.? – zauważyłam tylko jak podnosi głowę i pokazuje swoje dotąd śliczne, teraz zapłakane oczy. Zebrała się w sobie, wytarła oczy, pociągnęła kilka razy nosem i zachrypniętym głosem powiedziała :

 -Zranił mnie, tak bardzo mnie zranił..- zakuło mnie coś w sercu i bałam się, że za chwilę będę miała ochotę kogoś uderzyć.

Złapałam ją za brodę aby zmusić ją do kontaktu wzrokowego. Ona nie śmiale poddała się moim gestom. Popatrzyła na mnie, a ja w jej oczach widziałam ból i smutek, w końcu nie znałam jej od wczoraj. Zrobiło mi się jej tak cholernie żal, cała złość i to, czym do niej pałałam jeszcze chwilę temu, odeszło gdzieś daleko. Wytarłam jej łzy, a ona w cichym szepcie wypowiedzianym w moja stronę poprosiła o rozmowę po lekcji. Zgodziłam się, chociaż mimo to, całe 45 minut zachodziłam w głowę co się stało mojej przyjaciółce, i co za gnojek doprowadził ją do takiego stanu. Kiedy usłyszałam dzwonek, wybiegłam z klasy łapiąc Laurę za ramię. Ta niezdarnie się skrzywiła mówiąc :

 -Gabi, dziękuję Ci, że jesteś...- szlochała ciągnąc cicho dalej – wiem, że zawiodłam już drugi raz, tak samo jak wiem, że Cię zraniłam. Zdaję sobie sprawę z moich błędów zbyt późno, a Ty jedna, jedyna trwasz ze mną mimo wszystko. – tutaj się rozpłakała i przytuliła do mnie. Objęłam ja, bo wiedziałam, że coś na znak mojego przebaczenia na pewno ją uspokoi. Kiedy wreszcie przestała płakać, spojrzała na mnie mówiąc :

 -O-o-oliver – pogłaskałam ją po policzku i wytarłam płynącą łzę, chcąc żeby wydusiła z siebie to, co ją tak bolało.- on, powiedział, że spotykał się ze mną tylko dlatego, bo założył się z kolegami. Powiedział, że byłam warta ten ‘czteropak’ i nic więcej, że ma dziewczynę, a ja byłam tylko dla zabawy.- w tym momencie jej oczy zaszły łzami, a ja miałam ochotę go zatłuc własnymi rękami. Jak on mógł zrobić cos takiego, i to mojej przyjaciółce?!

Szczerze mówiąc, to ja jej zazdrościłam i to bardzo, w końcu taki przystojny chłopak rzadko się zdarza w naszym mieście, z nim dorastałyśmy, widziałyśmy jak się zmienia, jak wyrasta na coś, czym właśnie się stał. Wiedziałam, że to na naszej rozmowie się nie skończy, musiałam porozmawiać z Oliverem chociaż mimo  tego, że tak bardzo się go wstydziłam.

Po skończonych lekcjach miałam odprowadzić Laurę pod sam dom. Na całe szczęście między nami było okej, rozmawiałam z nią jak gdyby nigdy nic. W duchu dziękowałam Oliverowi za to co zrobił, bo dzięki temu pogodziłyśmy się a jednocześnie,  dał mi nadzieję, że Laura sobie go odpuści. Z moich przemyśleń wyrwał mnie roztrzęsiony głos mojej przyjaciółki :

- Gabi, zrób coś ! Zobacz kto idzie… – ledwo z siebie wydusiła, a ja wolno podążyłam  głową za trzęsącą się dłonią Laury. Przed nami powoli ukazywały się dwie dobrze znane nam sylwetki. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że to byli oni, a jednak ! Ku naszemu zdziwieniu dotąd wrogowie, teraz jak przyjaciele szli razem Oliver i Bartek. Tak właśnie, Oliver i Bartek ! Kurczowo złapałam Laurę za ramię, chyba z nerwów zrobiłam to za mocno, bo przyjaciółka aż pisnęła. Kiedy to ja nie zdążyłam jeszcze zareagować Laura pociągnęła mnie na drugą stronę ulicy mówiąc :

- O nie, po moim trupie, spotkam się z nimi twarzą w twarz ! Nienawidzę go tak bardzo, że aż mi się rzygać chce jak na niego patrzę. Ale wiesz, w gruncie rzeczy mimo tej nienawiści nadal jest zabójczo przystojny.- w tym samym czasie parsknęłyśmy śmiechem, i szturchnęłyśmy się znacząco, cieszyłam się , że mojej Laurze wrócił humor. Minęłyśmy chłopaków i równo odetchnęłyśmy z ulgą. Poczułam się winna Laurze szczerość, kiedy to przypomniało mi się wczorajsze popołudnie i wizyta Bartka u mnie w domu. Powoli i nie śmiało zaczęłam ciągnąć:

- Laura, ja chyba muszę Ci coś powiedzieć. Boooo, tak wiesz w tej złości to nie było kiedy, żebym przekazała Ci najnowsze informacje..- zatrzymałam się na chwilę badając reakcję przyjaciółki na moje słowa.

 - Oj, mów już i nie baw się w podchody, nie wytrzymam długo tego napięcia ! -  Laura nie wytrzymała i krzyknęła na pół drogi, a ja aż wzdrygnęłam i niepewnie zaczęłam ciągnąc dalej zaczęty temat..

 - Bo u mnie wczoraj…no był ktoś.. tzn. tak dokładniej to.. Bartek ! –wy powiedziałam to imię jakby groziła za nie kara śmierci. Mina Laury była zaskakująco dziwna, nie wiedziałam co ona o tym wszystkim myśli, ale kiedy to już ‘przetrawiła’ zrobiła wielkie oczy i krzyknęła :

 - Kto ?! O kim Ty mówisz, Bartek ?! Ten to ty teraz, właśnie, przed chwilą szedł ?! Nie rób ze mnie idiotki, przecież ten gnojek nie miał czego u Ciebie szukać ?! Nie no, bo po prostu trzymaj mnie bo padnę ! – Laura zasypała mnie milionem podobnych pytań, a kiedy ochłonęła, porozumiewawczym spojrzeniem poprosiła o odpowiedź. Właśnie otwierałam usta, gdy do naszych uszu dobiegł cwaniacki głos Olivera :

 - A ty mała co tam tak się złościsz? Nie wiesz, że złość piękności szkodzi? – Laura stanęła jak wryta, jej twarz nabrała purpurowego koloru, a ze złości nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie minęła chwila kiedy wróciła to rzeczywistości i zaczęła prawic swojej miłości komplementy.

 - Ja ci kurwa dam małą! Jakim ty cholernym prawem śmiesz się jeszcze do mnie odzywać?! Masz pojęcie jak mnie skrzywdziłeś? – w jej oczach nadal kipiała złość ale powoli ustępowała miejsce łzom.

 - Przestań kochanie, przyszedłem Cię przeprosić, proszę porozmawiajmy…

Laura chwilę się zawahała, ale ja w duchu błagałam Boga, żeby jednak nie uległa jego urokowi, tak bardzo bałam się zostać sam na sam, z nic nie odzywającym się do tej pory Bartkiem. Niestety do mich uszu dotarł szept poddającej się Laury :

 - Gabi, przepraszam, poczekaj momencik, ja tylko przemówię do rozsądku temu skończonemu idiocie na osobności ! – w tym momencie z łaską i politowaniem pociągnęła go za rękaw w przeciwną stronę, chociaż widziałam w jej oczach błaganie o wytłumaczenie, logiczne i szczere wytłumaczenie ze strony Olivera. Na całe nieszczęście zostałam sama z Bartkiem, udawałam, że się na niego nie patrzę ale jednak widziałam jego przeszywające spojrzenie na moim ciele.

Nie mogłam dłużej znieść tego napięcia między nami więc zapytałam cicho :

 - Możesz mi wytłumaczyć co chciałeś osiągnąć wczorajszą wizytą u mnie.?- miałam nadzieję, że jednak nie usłyszał, oczywiście było zupełnie odwrotnie, jak zawsze w takich sytuacjach.

 - Chciałem zobaczyć Ciebie, może i jestem dupkiem w Twoich oczach, ale ja mam uczucia i tęsknie, choć może już na to za późno.. – w tym momencie zamilkł i posmutniał, jego pewność siebie gdzieś zniknęła. Jego słowa przebiegły mnie od czubka głowy, po palce u stóp. Poczułam jak dotąd moje ciężko wypracowane opanowanie po rozstaniu z nim sypie się z każdą sekundą, traciłam grunt pod nogami. Z tego wszystkiego wyrwał mnie donośny głos mojej przyjaciółki, która krzyczała :

 -Zostaw mnie, rozumiesz ?! Nie chcę Cię znać, jesteś dla mnie nikim ! – wrzeszczała. Bez namysłu zostawiłam Bartka i podbiegłam do nich. Widziałam w jej oczach łzy i ten cholerny ból zadany przez tego dupka.

 - Ktoś tu Cię zapraszał ?- wycedził przez zęby. Od razu miałam ochotę przywalić mu w twarz ale się powstrzymałam.

-  Nie słyszysz co ona do Ciebie mówi ? – szorstko powiedziałam a on nic sobie z tego nie robił. Złapał ją tylko mocniej, przybliżył do siebie, a kiedy ona nadal mu się wyrywała a on chciał ją mimo to pocałować nie wytrzymałam i strzeliłam mu w ryj. Czułam się dobrze, spełniłam swoją obietnicę. Obserwowałam już dalszy ciąg wydarzeń z boku po słowach Laury do Olivera :

 - Boli Cię? Ona nie chciała, tylko nie wytrzymała, a ma słabsze nerwy niż ja, z resztą nie czuje tego wszystkiego do Ciebie co ja…- w oczach Laury pojawiła się troska, zamarłam z wrażenia, wiedziałam ze ona podkochuje się w nim od dawna ale nie zdawałam sobie sprawy, ze podchodzi do tego, aż tak poważnie. Oliver poddał się i odpowiedział na szokujące słowa Laury :

 - Słuchaj kochanie, to wszystko co powiedziałem to nie do końca prawda. – w tym momencie Laurze zaświeciły się oczy.- na początku fakt, to był zakład ale potem kiedy zacząłem się w Tobie zakochiwać musiałem odpuścić. Wiedziałem,  że jak dowiesz się o zakładzie to na pewno dasz sobie ze mną spokój więc powiedziałem chłopakom, że wygrałem i gra skończona. Nocami nie mogłem sobie wybaczyć tego cholernego zakładu. To co potem Ci powiedziałem było totalną bujda. Mówiąc to, może i się śmiałem, ale były to najgorsze słowa jakie w życiu do kogokolwiek mówiłem. Widząc Twój ból w oczach miałem ochotę się wycofać ale wiedziałem, że musze ponieść karę za szczeniackie zachowanie. Nie jesteś, nie byłaś i nigdy nie będziesz, żadną pieprzona zabawką, jesteś wspaniała i wyjątkowa. Zdałem sobie sprawę , że ja, taki kompletny idiota  nie zasługuję na tak wspaniałą dziewczynę… - tutaj załamał mu się głos, nie miał siły dalej mówić.

Spojrzał na nią.. stała cała sparaliżowana, ze łzami w oczach, widział jaki ból sprawił po raz kolejny tej dziewczynie. Nie mógł na to patrzeć, wiedział, że musi cos zrobić, bo zaraz zwariuje. Przysunął się do niej małymi kroczkami, objął jej twarz w swoje dłonie, zsunął z twarzy pokręcone blond kosmyki i przybliżył swoją twarz do niej. Dzieliły ich niewielkie odległości, tak że każdy z nich mógł delektować się swoim zapachem i oddechem wyczuwalnym na skórze, był dla niej taki delikatny wpatrywał się w nią z cała czułością jaką miał w sobie..

Do tej pory cała zesztywniała Laura, stała się spokojniejsza a jej ciało się rozluźniło. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka, który ją zranił, ale można było zauważyć, że już dawno mu wybaczyła. Stali tak jeszcze chwilę nie patrząc na otaczający ich świat. A kiedy ich usta się złączyły, poczuli się niezwykle. Ten pocałunek był niezwykły nie taki sam jak do tej pory, inny, szczery, tak cholernie namiętny. Wróciłam do Bartka nie chcąc im przeszkadzać chociaż i tak wiedziałam, że nie robią sobie nic z mojej obecności. Zebrało się we mnie tyle odwagi i cała reszta innych emocji, ze postanowiłam zakończyć sprawę z Bartkiem raz na zawsze.

- Może pójdziemy do mnie, niech oni nacieszą się sobą. Pogadamy na spokojnie, i dokończymy ostatnią rozmowę. – wywaliłam jak głupia  nawet nie wiem kiedy. On zaskoczony a zarazem uśmiechnięty tylko spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami i skinął znacząco głową.

Weszliśmy do mnie, wpuściłam go pierwszego, i poprosiłam żeby zdjął buty. Ja w tym czasie odwróciłam się w stronę drzwi aby je zamknąć. Szybko pożałowałam swojej decyzji zaproszenia Bartka do domu, kiedy poczułam dotyk jego rąk na moich biodrach, oddech na mojej szyi, i ciepło jego ciała na moim. Stanęłam jak wryta, tkwiąc nadal twarzą przy drzwiach. Bałam się odwrócić, bałam się spojrzeć na niego i znów poczuć coś, zobaczyć coś w jego zajebiście brązowych oczach.

Stałam tak chwilę a on nie puszczał, dziwnym trafem ja się nie wyrywałam tylko delektowałam się tym, czując na ciele dreszcze ,szalejący w moim brzuchu żołądek i serce które miałam w gardle.

3.


W drodze powrotnej do domu co chwila odwracałam się do tylu chcąc zobaczyć jeszcze raz zarys sylwetki chłopaka, na którym przed chwilą niezdarnie leżałam. Szłam roztrzęsiona,  analizując w głowie wszystko co się stało chwilę temu. Kiedy to wreszcie trafiłam do swojej bramy spotkałam pod nią Laurę, wiedziałam po co przyszła, z resztą się nie myliłam bo za moment usłyszałam :
-Gabi, błagam, posłuchaj mnie chociaż chwilę, daj mi to jakoś wszystko ogarnąć i zrozum, że stoję między młotem a kowadłem! – wiedziałam, że powie wszystko żebym tylko jej wybaczyła. Chociaż byłam wściekła i roztrzęsiona jednocześnie, zebrałam się w sobie i odpowiedziałam jej :

-Laura, szczerze to mam w dupie to co do mnie mówisz. Dobrze wiesz, że brzydzę się kłamstwem, a Ty w to brniesz coraz bardziej, zrozum, że ja tracę do Ciebie zaufanie. Kocham Cię i cieszę się z Twoich spotkań z Oliverem ale błagam Cię, nie kosztem naszej przyjaźni !- wyrzuciłam z  siebie wszystko jednym tchem, odwróciłam się na pięcie i trzasnęłam drzwiami. Nie zastanawiałam się co czuła moja przyjaciółka czy była zła lub zawiedziona, po prostu musiałam przemyśleć co ja o tym wszystkim sądzę.

Kiedy dotarłam do domu, walnęłam się na łóżko, zamknęłam oczy i zaczęłam płakać. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, ale doszłam do wniosku, że to z bezradności. Wiedziałam, że nie mogłam ingerować w uczucia Laury ale nie mogłam pozwolić sobie na to, żeby mnie okłamywała. Włożyłam słuchawki do uszu i wspomnieniami wróciłam do momentu spotkania z owym Kacprem. Dostałam gęsiej skórki kiedy pomyślałam o jego dotyku na mojej dłoni, ciepłym oddechu przy mojej twarzy, cudownych oczach, w które wlepiałam swoje i tym niepowtarzalnym cwaniackim uśmiechu. Rozmarzona trwałam w błogim rozmyślaniu, ale nie długo bo usłyszałam głośny dźwięk dzwonka. Zdenerwowana krzyknęłam z góry :
- Mamo jeśli to Laura, to mnie nie ma w domu ! –rzuciłam zadowolona ,powróciłam do rozmyślania i muzyki. Po chwili zauważyłam, że drzwi od mojego pokoju powoli się otwierają. Ze zdegustowaną miną podniosłam się z łóżka, splotłam ręce i czekałam na Laurę z miną proszącą o wybaczenie. Nie wyobrażałam sobie co, a raczej kogo ujrzą moje oczy.

-Cześć Laura, mogę? – do moich uszu dobiegł cichy, jakże znajomy głos. Przerażona stanęłam jak wryta i wydukałam z siebie ;
- No cz-cz-cześć, wchodź.. – powiedziałam cicho, zachrypniętym głosem sama dziwiąc się swoją odpowiedzią. Chłopak wszedł do pokoju i spojrzał na mnie wzrokiem, który prosił o pozwolenie na podejście bliżej. Odsunęłam się, byłam zdziwiona i zdezorientowana.

- Co Ty sobie w ogóle wyobrażasz, po co tu przyszedłeś, czego ode mnie chcesz?!- mój mózg wrócił do pracy na pełnych obrotach i szybko dał o sobie znać. Bartek, bo tak na imię miał chłopak, który wprosił się bez zapowiedzi, był moją wielką, pierwszą miłością. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, po tym co mi zrobił. Błagałam go w myślach żeby już sobie poszedł, tylko jego mi tutaj teraz brakowało!
- Przyszedłem żeby porozmawiać, możesz poświęcić mi chwilę, proszę Cię. – powiedział niewyraźnie, widziałam, że się boi bo zaczął drapać się w ucho i niezdarnie uśmiechać.

- Co Ty sobie w ogóle wyobrażasz, dobrze wiesz, że jesteś w moich oczach nikim, więc czego tu szukasz i jakim prawem wparowywujesz do mojego pokoju bez słowa uprzedzenia?! Zauważyłam, że się zmieszał i nie wiedział co powiedzieć ani co zrobić. Przejęłam inicjatywę i ciągnęłam dalej :
- Kiedy to ja prosiłam o rozmowę, śmiałeś mi się w twarz, a teraz proszę bardzo- zobacz, rolę się odmieniły – zaśmiałam się dumie sama w sobie. Szybko zorientowałam się, że ja taka nie jestem, że to do mnie nie podobne, ale to wszystko przez te sprawy z dzisiejszego popołudnia. Patrząc na jego smutne oczy, przypomniałam sobie to całe cholerne uczucie jakim do niego pałałam. Byłam na siebie okropnie zła, ale kiedy poczułam zapach jego perfum, nie wytrzymałam. Podeszłam do niego krok bliżej, pogładziłam po policzku i cicho szepnęłam do ucha :

- Siadaj, znajdę dla Ciebie chwilę. – odetchnęłam z ulgą ponieważ dużo kosztowały mnie te słowa. W jego oczach pojawiła się radość, a w moich niedowierzanie w to , kogo widzę przed sobą. Siadłam obok niego  i czekałam aż wydusi coś z sobie. Po chwili usłyszałam kilka słów które powaliły mnie na kolana, słów, których nie chciałam słyszeć z jego ust nigdy więcej słów… :
- Gabi posłuchaj uważnie bo powiem Ci tylko kilka słów i zaraz wyjdę, tylko proszę posłuchaj i przemyśl to co usłyszysz. Kocham Cię, nadal Cię tak niezmiernie kocham, rozumiesz?..- zabrzmiało to w moich uszach, zrobiło mi się zimno, a ręce zaczęły się trzęść.
Poczułam się jakby cały świat sprzeciwił się przeciwko mnie, poczułam jak łzy podchodzą mi do oczu. A on.. on wpatrywał się we mnie ze szklankami w oczach, których nigdy wcześniej nie widziałam u niego. Pogładził mnie po włosach, uśmiechnął się delikatnie i podążył w stronę wyjścia. Poczułam się lżej ale wiedziałam, że tej wizyty długo nie zapomnę. Wstałam, zamknęłam drzwi od pokoju za moim gościem ,zjechałam wzdłuż nich i opierając się o nie schowałam głowę w kolanach i zaczęłam płakać. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale wiedziałam, że w ten sposób pozbędę się chwilowo nawału uczuć we mnie. Poczułam zapach unoszący się w moim pokoju, zapach mojej miłości, zapach, którego od jakiegoś czasu tak nienawidziłam. A dziś, dziś coś we mnie pękło, i zrobiłam najgorsza rzecz jaką mogłam. – zatęskniłam po raz kolejny po tak dużej przerwie, za miłością, która mnie tak dotkliwie zraniła. Zatęskniłam za jego dotykiem na moim ciele, bliskością, smakiem, i oczami, które mogły się we mnie wpatrywać godzinami. Wiedziałam, że popełniam błąd ale w tym momencie nie umiałam przestać wspominać. Siedząc jak opętana myślami usłyszałam dźwięk dzwonka mojego telefonu, który dzwonił w najmniej potrzebnym momencie. Rzuciłam tylko cicho ‘kurwą’ pod nosem i siedziałam na tym samym miejscu.

 

 

2.


Robiło się coraz cieplej, nie miałam ochoty chodzić do szkoły, widząc 30 stopni na termometrze. Pełna złości szłam znienawidzoną ścieżką, po drodze zachodząc po Laurę, zadzwoniłam domofonem, gdzie usłyszałam głos jej mamy ;

- Tak, słucham?

- Yyy, dzień dobry ja po  Laurę. – od razu zdrętwiałam, ponieważ wiedziałam jaka jest mama mojej przyjaciółki, nie bez powodu była nauczycielką na wyższej uczelni.

- Witaj, Laura już wyszła, ale nie wiedziałam, że nie poszła z Tobą. Może zaszła po nią Kornelnia, w końcu ktoś dzwonił do drzwi przed chwilą. Podbiegnij do szkoły, może jeszcze się spotkacie.- szybko podziękowałam i ruszyłam w stronę szkoły. Zastanawiał mnie jednak fakt, z kim i dlaczego Laura wyszła nie czekając na mnie. Dochodząc do szkoły, znalazłam odpowiedź. Zastałam swoją przyjaciółkę stojącą w objęciach Olivera. Od razu wiedziałam także co się działo u niej w ten weekend kiedy nie odbierała telefonu i nie widziałam jej na Facebook’u. Postanowiłam, że udam obrażoną i przejdę  obok nich bez słowa. Po pierwsze dlatego, że zazdrościłam Laurze, a po drugie wstydziłam się jak cholera tego greckiego bożka, Olivera. Szłam i myślami mierzyłam jego ciało centymetr po centymetrze, myślałam o jego boskich brązowych włosach i oczach niebieskich jak ocean. W swojej wyobraźni widziałam jego mięsnie i zarysy sylwetki. Z tego całego teatrzyku rozgrywającego się w mojej głowie wyrwał mnie klakson samochodu, który zahamował z piskiem opon na pasach, na które bez namysłu weszłam.

-Kurwa, dziewczyno co Ty wyrabiasz! Życie Ci nie miłe, popieprzaj po tych pasach szybciej i więcej nie rozmyślaj o tym buraku bo zginiesz.!? –oszołomiona  burknęłam pod nosem przeprosiny i wbiegłam do szkoły zaszokowana całym zdarzeniem. Całe zdarzenie musiała widzieć Laura, bo zaraz za mną wbiegła na szkolny korytarz.

- Matko, Gabi nic Ci nie jest ?!- wstrząsnęła mną z niedowierzaniem. Myślałam, że ten samochód Cię potrącił, nie widziałaś z jaka prędkością jechał. Głupku mogłaś zginąć!

- Nie, nic mi nie jest, zamyśliłam się, w końcu nie spałam pół nocy myśląc nad tym co u Ciebie i dlaczego się do mnie nie odzywasz!. - Zaraz zdałam sobie sprawę, że Laura posmutniała, być może z poczucia winy.

- Słuchaj kochana, nie mogłam, nie miałam jak, gdzie i kiedy. Jak pewnie wiesz spotykam się z Olim.

- Od kiedy to Ty mówisz do niego zdrobniale - syknęłam.- ale ona nie robiąc sobie nic z moich słów, tłumaczyła dalej.

- Byłam i jestem nadal tak nim zachwycona, że  nie pomyślałam o Tobie, a widocznie powinnam. Przepraszam Cię, już tak nie będę. Po prostu ja się w nim zakochuje coraz bardziej z dnia na dzień i nic nie mogę na to poradzić. Jak widzisz moje marzenia się spełniają, i proszę Cię nie zabieraj mi tego…- skończyła i zaglądnęła mi głęboko w oczy, bo wiedziała, że znajdzie tam odpowiedź.

Widząc na jej twarzy radość a jednocześnie troskę, wymiękłam i nie potrafiłam zabierać jej szczęścia i jednocześnie się na nią gniewać. Ugryzłam ją w rękę, którą z troską trzymała na moim ramieniu, i uśmiechnęłam się do niej. Widziałam jak się rozweseliła widząc, że nie mam jej za złe i szybko pisnęła udając okropny ból. Wzięłam ją pod rękę, i już w zgodzie pobiegłyśmy pod sale od matmy. Na lekcji w brew pozorom było mi smutno myśląc, że chłopak którego moja przyjaciółka niedawno poznała bliżej jest dla niej ważniejszy niż własna, osobista ja. Ale wiedziałam, że ona się zakochała, w końcu gadała mi o tym Oliverze już tyle czasu. Nie mogłam jej tego swoją zazdrością zabrać .Postanowiłam się skupić na lekcji, w końcu to już koniec roku, a te sprawy mogę przemyśleć w drodze do domu. Po skończonych lekcjach miałam wracać do domu z Laurą, ale oczywiście wyszło inaczej, przed szkołą czekał na nią ten cały chłoptaś. Bez namysłu podbiegła do niego rzucając ‘nara’ na pożegnanie.  No przecież mi obiecała, a znów olała bez słowa tłumaczenia ! Widziałam jak odchodzą trzymając się za ręce, a podobno nie byli i nie mieli być nigdy para. Napisałam jej tylko wściekła sms ‘’ Co ty kurwa odpierdalasz, znów to samo. Dziękuję za mile spędzone popołudnie i powtórkę z matmy.’’ Szłam wkurwiona, intensywnie żując już zupełnie bezsmakową gumę. Z jednej strony byłam zła, zazdrosna i skrzywdzona, z drugiej próbowałam zrozumieć jej postepowanie i wytłumaczyć to sobie ‘’zauroczeniem’’. Miałam nadzieję, że przejdzie jej szybko, bo długo tego cyrku nie zniosę.

Zrobiłam sobie kawę, włączyłam laptopa, przeglądnęłam neta. Zabrałam się do lekcji nie mając na nie najmniejszej ochoty. Popatrzyłam przez okno widząc piękną, czerwcową pogodę. Chwilę potem dostałam sms’a od Laury ‘’Sory Gabi, właśnie wracam z miasta, i siadam zakuwać matmę, jutro pogadamy ‘’. Pomyślałam, że skoro Laura ma prawo do szczęścia i szlajania się po mieście to ja także. Wstałam od biurka, założyłam trampki, chwyciłam telefon wraz ze słuchawkami i ruszyłam przed siebie do pobliskiego parku. Chciałam zapomnieć o problemach i kłótniach, uspokoić się. Najgorsze jest to, że wchodząc do parku spotkałam zakochaną, namiętnie całującą się Laurę siedzącą wraz z jakże boskim Oliverem. Widocznie musiała mnie zauważyć, i coś ją ruszyło. Ale na marne, ja już byłam w drodze powrotnej do domu. Usłyszałam tylko za plecami ;

- Gabi, proszę Cię, poczekaj ! Ja Ci wszystko wyjaśnię. – szczerze mówiąc miałam to głęboko w dupie i ruszyłam jeszcze szybciej wściekła jak nigdy. Znowu mnie okłamała. Biegnąc tak szybko nie zauważyłam jadącego z naprzeciwka chłopaka na desce i wpakowałam się perfidnie na niego. Poczułam tylko jak upadam i ląduję na jego brzuchu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zdezorientowanego i śmiejącego się z całej sytuacji zajebiście przystojnego chłopaka. Pozbierałam szybko myśli i podniosłam swój gruby tyłek z niego mówiąc, a raczej dukając :

- Yy, no ja, ten tego p-p-p-przepraszam.. naprawdę nie chciałam, byłam strasznie zła i biegłam nie patrząc na to co się dzieję. A tak w ogóle to nic Ci nie zrobiłam? – kątem oka zobaczyłam jak chłopak coraz szerzej się uśmiecha, ulżyło mi, ale czerwień na twarzy przybierała na intensywności.

- Nie, no wszystko w porządku ! Nie denerwuj się tak, nie gryzę, ani nie biję to przecież wypadek, w końcu ja też za szybko i zbyt nie ostrożnie jechałem. Wina leży po każdej ze stron. Ale ważne, że mogłem Cię poznać. Kacper jestem – wysoki ,ciemnooki blondyn podał mi rękę, a ja zamarłam w bezruchu.. Poczułam milion motyli w brzuchu, a z moim żołądkiem działo się coś niedobrego. Kiedy to ja prawie przestawałam oddychać, nowo poznany chłopak trzymał moją rękę i łobuzersko się uśmiechał pokazując śnieżnobiałe zęby.

1.


Czerwiec zapowiadał się cudownie ze względu na jego początek. Wbrew pozorom zwykła klasowa wycieczka stałą się punktem odniesienia przez całe wakacje. Cieszyłam się jak dziecko wiedząc, że za miesiąc koniec roku, a potem upragnione wakacje. Ja to przywykłyśmy z Laurą na koniec czerwca zawzięcie walczyłyśmy o oceny. Bardzo śmieszne ‘walczyłyśmy’, dokładniej rzecz biorąc, prosiłyśmy nauczycieli o wyższe oceny. No bo przecież to było nielogiczne się uczyć, a tym bardziej w przypadku Laury. Bo w końcu ta boska dziewczyna, o nogach do nieba i blond lokach, które nieziemsko okalały jej brązowe oczy, nie mogła myśleć o nauce. Kiedy to ja starałam się wziąć do roboty, zawsze dostawałam telefon :
- Gabi, zbieraj się, idziemy na miasto ! Potrzebuję, nowych butów, krzyknęła uradowana. – wiedziałam, że nie ma sensu kłócić się z tą cholerą, bo zawsze kiedy próbowałam otworzyć usta, słyszałam dźwięk kończącego się połączenia.

Znudzona zakładałam buty i szłam w miasto, ubrana jak lumpeksiara, w porównaniu do Laury. Często myślałam, ‘ ta to ma styl’. Najlepsze było to, że ta małpa wcale nie chciała kupić nowych butów, tylko wyciągnęła mnie na miasto strojąc się jak bogini, tylko dla Olivera, który w centrum miasta jeździł na desce z kolegami. Kiedy zauważyła, że jest na wyznaczonym miejscu, poprawiła włosy, oblizała usta, zajrzała w dekolt i spytała:
-Jak wyglądam?
- Jak zawsze dobrze kochana, tylko schowaj te cycki bo za dużo widać.- odpowiedziałam. - ona nic nie robiąc sobie z mojego zdania, podniosła głowę do góry i ruszyła w stronę grupki boskich chłopaków. Czasem byłam ciekawa skąd ona ma tyle odwagi. W końcu jeszcze niedawno była tak samo spokojna i zamknięta w sobie jak ja. No ale to może przez to, że jej ojciec założył firmę budowlaną i zaczął lepiej zarabiać, a ona mogła sobie pozwolić na lepsze rzeczy. Ale nie obchodziło mnie to, w końcu nadal była to moja najukochańsza Laura, którą znałam 13 lat. Kiedy to widziałam już, tylko lekkie zarysy postaci Laury, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do brata :

- Słuchaj stary, Laurze zejdzie trochę z chłopakami, yyyy… tzn. na szukaniu nowych butów, więc nie wiem kiedy wrócę. Tylko proszę Cię, powiedz mamie, żeby się nie martwiła o moje lekcje, i obiad, bo zjemy cos na mieście, w końcu piątek. – wyrzuciłam z siebie kilka zdań, jak regułkę, a po chwili usłyszałam śmiech brata.
- Hahahhaahahaah, dobra siostra, przekaże, tylko nie przegnij tak jak ostatnio po imprezie – rzucił kilka słów i się rozłączył. Słyszałam, że jedzie autem, więc nie miałam mu tego za złe, w końcu niedawno wyrobił sobie prawko, więc musiał uważać.

Schowałam telefon i siadłam wygodnie na ławce, w oczekiwaniu na pokazującą się przed Oliverem z jak najlepszej strony, Laurę. Cieszyłam się widząc ją uśmiechnięta od ucha do ucha. Ale tylko ja wiedziałam, że pomimo tej powierzchownej pewności siebie, w środku ledwo się trzymała z nerwów. Kiedy to w końcu skończyły się te czułe słówka , Laura pożegnała się z obrazem swoich codziennych westchnień i prawie jak na skrzydłach przybiegła do mnie, krzycząc ;

- Nie uwierzysz jak coś Ci powiem, dostałam jego numer ! Kminisz Ty to, przecież ja chyba padnę zaraz z wrażenia ! – krzyczała jak wariatka na pół ulicy, nie dziwiłabym się, gdyby Oliver to słyszał.  Z reszta w tym momencie, dla niej nie było to ważne, ważny był numer telefonu widniejący na jej ekranie z napisem ‘Oliver’. Ta wariatka śmiała się jak głupia, a ja razem z nią z jej szczęścia. Kiedy w końcu powoli się opanowała, powiedziałam jej :

- Dobra, już? Uspokój się proszę, bo pół miasta Cię słyszy. – spojrzała na mnie jak na UFO i zamknęła buzię, którą do tej pory miała otwartą. Chwilę się zastanowiła i odpowiedziała :
- Tak już, tylko Ty nie pozwalasz mi się cieszyć.- posmutniała na moment, chociaż wyczułam nutkę sarkazmu w jej głosie.
- Laura, będziesz się jeszcze cieszyć pisząc z tym Twoim ideałem sms’y , a teraz chodź bo umieram z głodu.- szturchnęłam ją w ramię chcąc ją pocieszyć i pociągnęłam w stronę naszego baru. Bardzo niezadowolona szła mrucząc jeszcze coś pod nosem i uśmiechając się do siebie. Usiadłyśmy wygodnie na naszym stałym miejscu, a ‘nasza’ kelnerka zapytała się :
- To co zawsze moje drogie? – szybko na jej ustach pojawił się szczery uśmiech.

-Tak, tak! – krzyknęłam  - ale dla Laury poproszę jeszcze kubeł zimnej wody, bo zaraz oszaleję. Kelnerka szybko podłapała temat, w końcu nie znała nas od wczoraj i z udawaną poważną miną szepnęła jej do ucha :

- Słuchaj moja droga, nie patrz się tak nadąsana na ekran tego telefonu, bo przecież do Ciebie nie przemówi, tylko zjedz normalnie z Gabi i naciesz się spokojem, bo jak już ten chłopak napisze to nie odpuści takiej dziewczyny jak Ty. Laura się zarumieniła i powoli odłożyła telefon. Ja w duchu dziękowałam Wiktorii, za wyciągnięcie mojej szurniętej przyjaciółki z tego ‘opętania’. Kiedy najedzone wracałyśmy do domu, Laura nie odezwała się do mnie prawie ani słowem. Byłam ciekawa co się dzieje bo to nie było w jej stylu, zawsze kiedy wkręciła sobie jakiegoś chłopaka do głowy, nie odpuszczała jego tematu nawet na moment. I za to ją kochałam.

Kiedy doszłyśmy do naszych domów, pożegnałam się z nią i weszłam w swoją bramę, a ona zaraz w następną. Nawet nie spojrzała w mają stronę, ponieważ namiętnie obserwowała ekran telefonu. Byłam już prawie przy drzwiach kiedy usłyszałam :

- Jeeeest, w końcu napisał, matko jak ja kocham życie. ! – głośny krzyk Laury, świadczył tylko o jednym, boski Oliver dał sygnał, a moja przyjaciółka już na pewno zarwie dzisiejszą nockę. Szczęśliwa ze szczęścia najważniejszej dla mnie osoby weszłam do domu, wzięłam kąpiel, włączyłam TV i wślizgnęłam się pod kołdrę. Zmęczona i podekscytowana jednocześnie dzisiejszym dniem zasnęłam podczas reklam.