niedziela, 12 maja 2013

2.


Robiło się coraz cieplej, nie miałam ochoty chodzić do szkoły, widząc 30 stopni na termometrze. Pełna złości szłam znienawidzoną ścieżką, po drodze zachodząc po Laurę, zadzwoniłam domofonem, gdzie usłyszałam głos jej mamy ;

- Tak, słucham?

- Yyy, dzień dobry ja po  Laurę. – od razu zdrętwiałam, ponieważ wiedziałam jaka jest mama mojej przyjaciółki, nie bez powodu była nauczycielką na wyższej uczelni.

- Witaj, Laura już wyszła, ale nie wiedziałam, że nie poszła z Tobą. Może zaszła po nią Kornelnia, w końcu ktoś dzwonił do drzwi przed chwilą. Podbiegnij do szkoły, może jeszcze się spotkacie.- szybko podziękowałam i ruszyłam w stronę szkoły. Zastanawiał mnie jednak fakt, z kim i dlaczego Laura wyszła nie czekając na mnie. Dochodząc do szkoły, znalazłam odpowiedź. Zastałam swoją przyjaciółkę stojącą w objęciach Olivera. Od razu wiedziałam także co się działo u niej w ten weekend kiedy nie odbierała telefonu i nie widziałam jej na Facebook’u. Postanowiłam, że udam obrażoną i przejdę  obok nich bez słowa. Po pierwsze dlatego, że zazdrościłam Laurze, a po drugie wstydziłam się jak cholera tego greckiego bożka, Olivera. Szłam i myślami mierzyłam jego ciało centymetr po centymetrze, myślałam o jego boskich brązowych włosach i oczach niebieskich jak ocean. W swojej wyobraźni widziałam jego mięsnie i zarysy sylwetki. Z tego całego teatrzyku rozgrywającego się w mojej głowie wyrwał mnie klakson samochodu, który zahamował z piskiem opon na pasach, na które bez namysłu weszłam.

-Kurwa, dziewczyno co Ty wyrabiasz! Życie Ci nie miłe, popieprzaj po tych pasach szybciej i więcej nie rozmyślaj o tym buraku bo zginiesz.!? –oszołomiona  burknęłam pod nosem przeprosiny i wbiegłam do szkoły zaszokowana całym zdarzeniem. Całe zdarzenie musiała widzieć Laura, bo zaraz za mną wbiegła na szkolny korytarz.

- Matko, Gabi nic Ci nie jest ?!- wstrząsnęła mną z niedowierzaniem. Myślałam, że ten samochód Cię potrącił, nie widziałaś z jaka prędkością jechał. Głupku mogłaś zginąć!

- Nie, nic mi nie jest, zamyśliłam się, w końcu nie spałam pół nocy myśląc nad tym co u Ciebie i dlaczego się do mnie nie odzywasz!. - Zaraz zdałam sobie sprawę, że Laura posmutniała, być może z poczucia winy.

- Słuchaj kochana, nie mogłam, nie miałam jak, gdzie i kiedy. Jak pewnie wiesz spotykam się z Olim.

- Od kiedy to Ty mówisz do niego zdrobniale - syknęłam.- ale ona nie robiąc sobie nic z moich słów, tłumaczyła dalej.

- Byłam i jestem nadal tak nim zachwycona, że  nie pomyślałam o Tobie, a widocznie powinnam. Przepraszam Cię, już tak nie będę. Po prostu ja się w nim zakochuje coraz bardziej z dnia na dzień i nic nie mogę na to poradzić. Jak widzisz moje marzenia się spełniają, i proszę Cię nie zabieraj mi tego…- skończyła i zaglądnęła mi głęboko w oczy, bo wiedziała, że znajdzie tam odpowiedź.

Widząc na jej twarzy radość a jednocześnie troskę, wymiękłam i nie potrafiłam zabierać jej szczęścia i jednocześnie się na nią gniewać. Ugryzłam ją w rękę, którą z troską trzymała na moim ramieniu, i uśmiechnęłam się do niej. Widziałam jak się rozweseliła widząc, że nie mam jej za złe i szybko pisnęła udając okropny ból. Wzięłam ją pod rękę, i już w zgodzie pobiegłyśmy pod sale od matmy. Na lekcji w brew pozorom było mi smutno myśląc, że chłopak którego moja przyjaciółka niedawno poznała bliżej jest dla niej ważniejszy niż własna, osobista ja. Ale wiedziałam, że ona się zakochała, w końcu gadała mi o tym Oliverze już tyle czasu. Nie mogłam jej tego swoją zazdrością zabrać .Postanowiłam się skupić na lekcji, w końcu to już koniec roku, a te sprawy mogę przemyśleć w drodze do domu. Po skończonych lekcjach miałam wracać do domu z Laurą, ale oczywiście wyszło inaczej, przed szkołą czekał na nią ten cały chłoptaś. Bez namysłu podbiegła do niego rzucając ‘nara’ na pożegnanie.  No przecież mi obiecała, a znów olała bez słowa tłumaczenia ! Widziałam jak odchodzą trzymając się za ręce, a podobno nie byli i nie mieli być nigdy para. Napisałam jej tylko wściekła sms ‘’ Co ty kurwa odpierdalasz, znów to samo. Dziękuję za mile spędzone popołudnie i powtórkę z matmy.’’ Szłam wkurwiona, intensywnie żując już zupełnie bezsmakową gumę. Z jednej strony byłam zła, zazdrosna i skrzywdzona, z drugiej próbowałam zrozumieć jej postepowanie i wytłumaczyć to sobie ‘’zauroczeniem’’. Miałam nadzieję, że przejdzie jej szybko, bo długo tego cyrku nie zniosę.

Zrobiłam sobie kawę, włączyłam laptopa, przeglądnęłam neta. Zabrałam się do lekcji nie mając na nie najmniejszej ochoty. Popatrzyłam przez okno widząc piękną, czerwcową pogodę. Chwilę potem dostałam sms’a od Laury ‘’Sory Gabi, właśnie wracam z miasta, i siadam zakuwać matmę, jutro pogadamy ‘’. Pomyślałam, że skoro Laura ma prawo do szczęścia i szlajania się po mieście to ja także. Wstałam od biurka, założyłam trampki, chwyciłam telefon wraz ze słuchawkami i ruszyłam przed siebie do pobliskiego parku. Chciałam zapomnieć o problemach i kłótniach, uspokoić się. Najgorsze jest to, że wchodząc do parku spotkałam zakochaną, namiętnie całującą się Laurę siedzącą wraz z jakże boskim Oliverem. Widocznie musiała mnie zauważyć, i coś ją ruszyło. Ale na marne, ja już byłam w drodze powrotnej do domu. Usłyszałam tylko za plecami ;

- Gabi, proszę Cię, poczekaj ! Ja Ci wszystko wyjaśnię. – szczerze mówiąc miałam to głęboko w dupie i ruszyłam jeszcze szybciej wściekła jak nigdy. Znowu mnie okłamała. Biegnąc tak szybko nie zauważyłam jadącego z naprzeciwka chłopaka na desce i wpakowałam się perfidnie na niego. Poczułam tylko jak upadam i ląduję na jego brzuchu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zdezorientowanego i śmiejącego się z całej sytuacji zajebiście przystojnego chłopaka. Pozbierałam szybko myśli i podniosłam swój gruby tyłek z niego mówiąc, a raczej dukając :

- Yy, no ja, ten tego p-p-p-przepraszam.. naprawdę nie chciałam, byłam strasznie zła i biegłam nie patrząc na to co się dzieję. A tak w ogóle to nic Ci nie zrobiłam? – kątem oka zobaczyłam jak chłopak coraz szerzej się uśmiecha, ulżyło mi, ale czerwień na twarzy przybierała na intensywności.

- Nie, no wszystko w porządku ! Nie denerwuj się tak, nie gryzę, ani nie biję to przecież wypadek, w końcu ja też za szybko i zbyt nie ostrożnie jechałem. Wina leży po każdej ze stron. Ale ważne, że mogłem Cię poznać. Kacper jestem – wysoki ,ciemnooki blondyn podał mi rękę, a ja zamarłam w bezruchu.. Poczułam milion motyli w brzuchu, a z moim żołądkiem działo się coś niedobrego. Kiedy to ja prawie przestawałam oddychać, nowo poznany chłopak trzymał moją rękę i łobuzersko się uśmiechał pokazując śnieżnobiałe zęby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz