niedziela, 12 maja 2013

1.


Czerwiec zapowiadał się cudownie ze względu na jego początek. Wbrew pozorom zwykła klasowa wycieczka stałą się punktem odniesienia przez całe wakacje. Cieszyłam się jak dziecko wiedząc, że za miesiąc koniec roku, a potem upragnione wakacje. Ja to przywykłyśmy z Laurą na koniec czerwca zawzięcie walczyłyśmy o oceny. Bardzo śmieszne ‘walczyłyśmy’, dokładniej rzecz biorąc, prosiłyśmy nauczycieli o wyższe oceny. No bo przecież to było nielogiczne się uczyć, a tym bardziej w przypadku Laury. Bo w końcu ta boska dziewczyna, o nogach do nieba i blond lokach, które nieziemsko okalały jej brązowe oczy, nie mogła myśleć o nauce. Kiedy to ja starałam się wziąć do roboty, zawsze dostawałam telefon :
- Gabi, zbieraj się, idziemy na miasto ! Potrzebuję, nowych butów, krzyknęła uradowana. – wiedziałam, że nie ma sensu kłócić się z tą cholerą, bo zawsze kiedy próbowałam otworzyć usta, słyszałam dźwięk kończącego się połączenia.

Znudzona zakładałam buty i szłam w miasto, ubrana jak lumpeksiara, w porównaniu do Laury. Często myślałam, ‘ ta to ma styl’. Najlepsze było to, że ta małpa wcale nie chciała kupić nowych butów, tylko wyciągnęła mnie na miasto strojąc się jak bogini, tylko dla Olivera, który w centrum miasta jeździł na desce z kolegami. Kiedy zauważyła, że jest na wyznaczonym miejscu, poprawiła włosy, oblizała usta, zajrzała w dekolt i spytała:
-Jak wyglądam?
- Jak zawsze dobrze kochana, tylko schowaj te cycki bo za dużo widać.- odpowiedziałam. - ona nic nie robiąc sobie z mojego zdania, podniosła głowę do góry i ruszyła w stronę grupki boskich chłopaków. Czasem byłam ciekawa skąd ona ma tyle odwagi. W końcu jeszcze niedawno była tak samo spokojna i zamknięta w sobie jak ja. No ale to może przez to, że jej ojciec założył firmę budowlaną i zaczął lepiej zarabiać, a ona mogła sobie pozwolić na lepsze rzeczy. Ale nie obchodziło mnie to, w końcu nadal była to moja najukochańsza Laura, którą znałam 13 lat. Kiedy to widziałam już, tylko lekkie zarysy postaci Laury, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do brata :

- Słuchaj stary, Laurze zejdzie trochę z chłopakami, yyyy… tzn. na szukaniu nowych butów, więc nie wiem kiedy wrócę. Tylko proszę Cię, powiedz mamie, żeby się nie martwiła o moje lekcje, i obiad, bo zjemy cos na mieście, w końcu piątek. – wyrzuciłam z siebie kilka zdań, jak regułkę, a po chwili usłyszałam śmiech brata.
- Hahahhaahahaah, dobra siostra, przekaże, tylko nie przegnij tak jak ostatnio po imprezie – rzucił kilka słów i się rozłączył. Słyszałam, że jedzie autem, więc nie miałam mu tego za złe, w końcu niedawno wyrobił sobie prawko, więc musiał uważać.

Schowałam telefon i siadłam wygodnie na ławce, w oczekiwaniu na pokazującą się przed Oliverem z jak najlepszej strony, Laurę. Cieszyłam się widząc ją uśmiechnięta od ucha do ucha. Ale tylko ja wiedziałam, że pomimo tej powierzchownej pewności siebie, w środku ledwo się trzymała z nerwów. Kiedy to w końcu skończyły się te czułe słówka , Laura pożegnała się z obrazem swoich codziennych westchnień i prawie jak na skrzydłach przybiegła do mnie, krzycząc ;

- Nie uwierzysz jak coś Ci powiem, dostałam jego numer ! Kminisz Ty to, przecież ja chyba padnę zaraz z wrażenia ! – krzyczała jak wariatka na pół ulicy, nie dziwiłabym się, gdyby Oliver to słyszał.  Z reszta w tym momencie, dla niej nie było to ważne, ważny był numer telefonu widniejący na jej ekranie z napisem ‘Oliver’. Ta wariatka śmiała się jak głupia, a ja razem z nią z jej szczęścia. Kiedy w końcu powoli się opanowała, powiedziałam jej :

- Dobra, już? Uspokój się proszę, bo pół miasta Cię słyszy. – spojrzała na mnie jak na UFO i zamknęła buzię, którą do tej pory miała otwartą. Chwilę się zastanowiła i odpowiedziała :
- Tak już, tylko Ty nie pozwalasz mi się cieszyć.- posmutniała na moment, chociaż wyczułam nutkę sarkazmu w jej głosie.
- Laura, będziesz się jeszcze cieszyć pisząc z tym Twoim ideałem sms’y , a teraz chodź bo umieram z głodu.- szturchnęłam ją w ramię chcąc ją pocieszyć i pociągnęłam w stronę naszego baru. Bardzo niezadowolona szła mrucząc jeszcze coś pod nosem i uśmiechając się do siebie. Usiadłyśmy wygodnie na naszym stałym miejscu, a ‘nasza’ kelnerka zapytała się :
- To co zawsze moje drogie? – szybko na jej ustach pojawił się szczery uśmiech.

-Tak, tak! – krzyknęłam  - ale dla Laury poproszę jeszcze kubeł zimnej wody, bo zaraz oszaleję. Kelnerka szybko podłapała temat, w końcu nie znała nas od wczoraj i z udawaną poważną miną szepnęła jej do ucha :

- Słuchaj moja droga, nie patrz się tak nadąsana na ekran tego telefonu, bo przecież do Ciebie nie przemówi, tylko zjedz normalnie z Gabi i naciesz się spokojem, bo jak już ten chłopak napisze to nie odpuści takiej dziewczyny jak Ty. Laura się zarumieniła i powoli odłożyła telefon. Ja w duchu dziękowałam Wiktorii, za wyciągnięcie mojej szurniętej przyjaciółki z tego ‘opętania’. Kiedy najedzone wracałyśmy do domu, Laura nie odezwała się do mnie prawie ani słowem. Byłam ciekawa co się dzieje bo to nie było w jej stylu, zawsze kiedy wkręciła sobie jakiegoś chłopaka do głowy, nie odpuszczała jego tematu nawet na moment. I za to ją kochałam.

Kiedy doszłyśmy do naszych domów, pożegnałam się z nią i weszłam w swoją bramę, a ona zaraz w następną. Nawet nie spojrzała w mają stronę, ponieważ namiętnie obserwowała ekran telefonu. Byłam już prawie przy drzwiach kiedy usłyszałam :

- Jeeeest, w końcu napisał, matko jak ja kocham życie. ! – głośny krzyk Laury, świadczył tylko o jednym, boski Oliver dał sygnał, a moja przyjaciółka już na pewno zarwie dzisiejszą nockę. Szczęśliwa ze szczęścia najważniejszej dla mnie osoby weszłam do domu, wzięłam kąpiel, włączyłam TV i wślizgnęłam się pod kołdrę. Zmęczona i podekscytowana jednocześnie dzisiejszym dniem zasnęłam podczas reklam.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz